''Każdego rywala traktuję jak ZAKSĘ'' [WYWIAD]


Po zwycięstwie 3:1 nad BBTS-em Bielsko-Biała siatkarze MKS Będzin mogli odetchnąć z ulgą. Nie znaczy to jednak, że mamy do czynienia z wyraźną zwyżką formy drużyny, na tego typu oceny trzeba będzie poczekać do najbliższego meczu z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. O swoich odczuciach mówi w poniższym wywiadzie Artur Ratajczak, kapitan zespołu z Zagłębia Dąbrowskiego.


Wygrana z BBTS-em Bielsko-Biała to efekt odpowiedniego rozłożenia akcentów na cały zespół. Praktycznie wszyscy zdobywali punkty i to w dużej liczbie. Czy zgadzasz się z tą tezą?


Artur Ratajczak: - Nie jesteśmy zespołem posiadającym jednego zawodnika, który wygra mecz. Takich graczy, którzy sami wygrywają mecze jest w mojej opinii kilku na świecie. Jeżeli gramy zespołowo i rozkładamy ciężar gry na cały zespół, gra się dużo łatwiej. Nie odkrywamy tutaj niczego nowego. Cieszę się, że punkty zostały w domu.


We wcześniejszych spotkaniach bywało tak, że jeden, dwóch zawodników zdobywało ponad 20 punktów, natomiast pozostali zdecydowanie mniej. W konsekwencji zdarzały się zbyt często porażki. Czy taki rozkład punktów miał decydujący wpływ na końcowy wynik?


- Najpierw trzeba sobie zadać pytanie, dlaczego tak się działo? Chcąc wygrywać na pewnym poziomie nie można sobie pozwolić na granie prosto i schematycznie. Najtrudniejsze jest stworzenie sobie takich warunków po naszej stronie, aby wszyscy w ataku mogli stanowić potencjalne zagrożenie. Jeżeli nasi rozgrywający mają komfort pracy, to przeciwnikowi gra się dużo ciężej, to oczywiste. Zwracasz uwagę na zdobycze punktowe, a to nie zawsze ma odzwierciedlenie na obraz gry poszczególnego gracza. Na boisku każdy ma jakieś zadanie i niekoniecznie dobre jego wykonanie przekłada się od razu na punkt. Patrząc na moją pozycję wolisz mieć środkowego, który zablokuje cztery razy w meczu i ma zero wybloków, czy takiego który ma dwa punktowe bloki i dziesięć wybloków? Dla mnie zawodnik np. w polu serwisowym może nie mieć żadnego asa serwisowego (czyli w rzeczywistości nie zdobył ani jednego punktu), ale przez cały mecz może odrzucać przeciwnika od siatki, co jest dużo większą wartością niż dwa asy serwisowe i wszystkie inne zagrywki wprowadzone łatwo. Na porażkę wpływ miały inne aspekty, o których mówić nie chcę, a nad którymi ciężko pracujemy.


Mecz z BBTS-em jest już historią, teraz czas na mentalne przestawienie się na ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle. To zupełnie inny kaliber siatkarski…


- Myślę, że nie ma czegoś takiego, jak przestawienie mentalne. Każdego przeciwnika w tej lidze traktuję jak ZAKSĘ. To wszystko zależy od tego, jak my zagramy. To leży w naszych głowach i czasami one zawodzą. Udowadnialiśmy już nieraz, że umiemy grać, ale musimy to robić zespołowo i odważnie. Ja wierzę w naszą drużynę.