Kontynuują zwycięską serię!

 

Siatkarze MKS-u Będzin kontynuują serię zwycięstw. Wygrana 3:1 w Bielsku-Białej była ich trzecią z rzędu. Tytuł MVP, już po raz szósty w tym sezonie, trafił w ręce Marcina Walińskiego.

 

Roszada w szóstce

 

Mimo że z Będzina pod Klimczok jest około 70 kilometrów, to jednak trener Gido Vermeulen zdecydował się na wcześniejszy wyjazd drużyny, by na miejscu jak najlepiej przygotować się do tego arcyważnego dla obu ekip spotkania. Dwa treningi przeprowadzone w Hali pod Dębowcem pozwoliły drużynie oswoić się bardziej z tym obiektem. Holenderski trener MKS-u przykłada wagę do każdego szczegółu, stąd wtorkowa podróż do Bielska-Białej...

 

W porównaniu do meczu z Dafi Społem Kielce Vermeulen zaproponował zmianę w szóstce - Jakuba Peszkę wymienił na Zlatana Jordanowa. Bułgar miał trudny początek, dwukrotnie pod rząd nie przyjął zagrywki Olega Krikuna, jednak ta sytuacja nie miała większego znaczenia dla losów inauguracyjnej partii. Z kolei w następnej Jordanow ujrzał żółty kartonik, pokazany za krytykowanie niekorzystnej decyzji sędziowskiej. Chwilę później został zmieniony przez Peszkę.

 

Nacisnęli pedał gazu...

 

Ten mecz miał szczególne znaczenie dla Bartłomieja Grzechnika, który sezon wcześniej występował w bielskim zespole. Środkowy MKS-u odnotował kolejne dobre spotkanie, popisując się skutecznymi atakami. W pierwszym secie mógł się zresztą pochwalić 100- procentową skutecznością swoich akcji ofensywnych (4 skończone ataki). Grzechnik miał także swój udział w wygraniu drugiej odsłony, w której Zagłębiakom szło jak po grudzie... Na pierwsze prowadzenie wyszli oni dopiero w końcowej fazie tej partii (20:19) i nie oddali go już do końca. Trzeba jednak przyznać, że bielszczanie postawili wyższe wymagania, poprawiając przyjęcie, jak również grę w ataku. O wszystkim zadecydowały dwa skuteczne serwisy Rafaela Araujo, który wyprowadził swój zespół na 24:22. W końcowych fragmentach drugiego seta będzinianie mocniej nacisnęli pedał gazu i rywale zostali w tyle.

 

Doświadczenie było w cenie!

 

Bielszczanie potwierdzili opinię nieobliczalnej drużyny wygrywając dość pewne trzecią partię. Wcześniej grali ospale, bez wiary we własne umiejętności i ta sytuacja musiała uśpić będzinian, którzy zbyt wcześniej poczuli się zwycięzcami. Gdy w efekcie pojedynczego bloku Artur Ratajczak zgasił na środku siatki Bartosza Cedzyńskiego, MKS wyszedł na 8:5. Ale później bielszczanie mozolnie budowali kilkupumktową przewagę, którą dowieźli do końca tej odsłony. Dodajmy, że w tym okresie gra gospodarzy nabrała większej jakości dzięki przemyślanym wystawom Jarosława Macionczyka, który zluzował Harrisona Pecacocka.

 

W czwartej partii gospodarze prowadzili w pewnym momencie 9:6, ale wówczas będzinianie zdobyli sześć punktów z rzędu i dzięki tej serii to oni odskoczyli na 12:9. W nerwowej końcówce dało o sobie znać większe doświadczenie graczy MKS-u, którzy kontrolowali sytuację do końca meczu. Gdy sprytnym skrótem serwisowym popisał się Araujo (23:19), gospodarze nie byli już w stanie odmienić losów spotkania. Po ostatniej piłce gracze znad Czarnej Przemszy mogli się cieszyć z kolejnego zwycięstwa, razem z liczną grupą swoich kibiców, którzy zdzierali gardła, byle tylko pomóc swojej drużynie.

 

STATYSTYKI - KLIKNIJ TUTAJ

 

BBTS Bielsko-Biała - MKS Będzin 1:3 (18:25, 20:25, 25:20, 21:25)

BBTS: Peacock, Tarasow (11), Siek (6), Krikun (10), Łukasik (17), Cedzyński (9), Marek (libero) oraz Janeczek (1), Bucki (10), Gaca (1), Piotrowski, Macionczyk, Jaglarski (libero),

Trener: Paweł Gradowski

MKS: Seif (3), Waliński (18), Ratajczak (6), Araujo (22), Jordanow (7), Grzechnik (8), Potera (libero) oraz Peszko (4), Kozub.

Trener: Gido Vermeulen

Sędziowali: Piotr Król (Katowice) i Waldemar Niemczura (Węgierska Górka).

Widzów: 500.

 

Przebieg meczu:

 

I set: 3:5, 7:10, 9:15, 13:20, 18:25

II set: 5:2, 10:6, 15:11, 19:20, 20:25

III set: 3:5, 9:10, 15:13, 20:16, 25:20

IV set: 5:3, 9:10, 12:15, 17:20, 21:25.