Niewykorzystane szanse w Zawierciu

Lepsi, ale tylko w pierwszym secie. Siatkarze MKS-u ugrali w Zawierciu seta, choć do Będzina śmiało mogli powrócić z kompletem punktów... Debiut w naszych barwach zanotował irański przyjmujący, Purya Fayazi.


 

 Krzysztof Popiół / PlusLiga

 

Do stanu 4:4 w pierwszym secie gra toczyła się punkt za punkt. Kolejne trzy wymiany padły już łupem MKS-u. Świetne ataki Michała Superlaka i Davida Sossenheimera, połączone z ofiarną postawą w obronie, zaprocentowały prowadzeniem (7:4).  Czas upływał, a będzinianie cały czas utrzymywali rywali w dystansie (11:7). Duża w tym zasługa Sossenheimera, punktującego we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła. Nasi siatkarze byli konsekwentni w swoich poczynaniach, a przy tym wykorzystywali błędy własne drużyny z Jury Krakowsko-Częstochowskiej (18:13). W końcówce zwrotu akcji nie było. Podopieczni Jakuba Bednaruka cały czas zachowywali kilkupunktowy bufor bezpieczeństwa, triumfując 25:20. Piłkę setową dał atak Niemca, a zwycięstwo zapewnił blok Dawida Dryi.

 

Początek drugiej partii również był wyrównany (3:3), choć później - dla odmiany - inicjatywę przejęli gracze z Zawiercia (7:4), zmuszając sztab trenerski MKS-u do wykorzystania czasu (10:6). Będzinianie mylili się, zarówno w polu zagrywki, jak i w przyjęciu, co skrzętnie wykorzystywali zawodnicy z hali przy Blanowskiej. Pięciopunktowe prowadzenie osiągnęli przy stanie 14:9, wówczas na placu gry pojawił się Jan Fornal, zmieniając, nieskutecznego w napadzie, Irańczyka. Chwilę później na pomarańczowym polu zameldowali się Konrad Buczek i Rafał Faryna, ale trio rezerwowych nie odmieniło losów tego seta. Zawiercianie kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń, zwyciężając do 19. Piętą achillesową MKS-u okazało się pole zagrywki, w którym jego zawodnicy popełnili aż... 10 błędów.

 

O sześciopunktowej porażce będzinianie zapomnieli bardzo szybko. Trzeci set to powrót do dobrej gry (8:5). Po raz kolejny przypominał o sobie David Sossenheimer, prezentujący się bardzo dobrze na lewym skrzydle. Ze swoich obowiązków wywiązywał się również Jan Fornal, po ataku którego Mark Lebedew, szkoleniowiec zawiercian, poprosił o czas (10:7). Ten nie wybił gości z uderzenia, konsekwentnie grających swoją siatkówkę (14:11). Cztery "oczka" (15:11) dzieliły oba zespoły po efektownym bloku Sossenheimera na Penczewie. Chwilę później przewaga stopniała do punktu (17:16), po skutecznych atakach Grzegorza Boćka i Łukasza Swodczyka. Zawiercianie byli o krok od wyrówniania (na 18:18), ale Dawid Gunia efektowną czapą zatrzymał Boćka (19:17). Wówczas będzinianie stanęli, tracąc trzy "oczka" z rzędu (19:20). Przełamanie dał dopiero atak Michała Superlaka. Świetna gra skrzydłowych z Zawiercia zaprocentowała w końcówce (24:22). Przy set-ballach TJ Sanders kierował piłki do Dawida Dryi, jednak tylko pierwsza z prób okazała się skuteczna. Aluron wygrał 25:23.

 


Czwarta partia niestety była ostatnią. Wprawdzie lepiej rozpoczął ją MKS (5:2), ale potem na boisku rządzili już miejscowi. Duża w tym zasługa zagrywającego Marcina Walińskiego oraz błędów własnych ekipy z Będzina (10:6). Emocji już nie było, a set zakończył się wygraną Aluronu 25:19.


Aluron Virtu CMC Zawiercie - MKS Będzin 3:1 (20:25, 25:19, 25:23, 25:19)

Aluron Virtu: Masny, Bociek, Swodczyk, Kania, Penczew Ferreira, Andrzejewski (libero) oraz Dosanjh, Malinowski, Waliński, Ferens

Trener: Mark Lebedew

MKS: Sanders, Superlak, Gunia, Dryja, Sossenheimer, Fayazi, Potera (libero) oraz Buczek, Faryna, Ratajczak, Fornal, Sobański

Trener: Jakub Bednaruk

MVP:  Bociek (Aluron)

Widzów: 1500

Sędziowali: Marek Lagierski, Wojciech Maroszek.