Organizacja gry poszła do przodu

Będzińsko-radomska rywalizacja w Sosnowcu przypominała sinusoidę, zwłaszcza w wykonaniu siatkarzy MKS-u. - Graliśmy nierówno, brakowało konsekwencji i powtarzalności udanych zagrań - mówił Adrian Buchowski, przyjmujący drużyny z Zagłębia Dąbrowskiego. 



Po inauguracyjnej partii chyba nikt nie przypuszczał, że tak łatwo oddacie inicjatywę rywalom w kolejnej części meczu... Szkoda, że nie udało Wam się pójść za ciosem.


- Rzeczywiście pierwszy set na plus, a w drugim niespodziewanie spadła nasza koncentracja i musieliśmy o nim jak najszybciej zapomnieć. W trzecim nieźle zaczęliśmy i prowadziliśmy grę do stanu 18:13, lecz mocne zagrywki Wojtka Żalińskiego zrobiły swoje. My mieliśmy jeszcze swoje szanse w końcówce, jednak przegraliśmy. Natomiast w połowie czwartego seta Czarni odskoczyli i niestety nie udało nam się już ich dogonić. 


W rundzie rewanżowej rozegraliście trzy, niestety przegrane, sety na przewagi. Z Indykpolem (36:38), Aluronem Virtu (25:27) i Cerradem Czarnymi (28:30). To pokazuje, że w kluczowych momentach brakuje Wam koncentracji, pewności siebie, a może po prostu boiskowego szczęścia?


- Zazwyczaj jest tak, że zespół mający więcej zwycięstw na koncie posiada też przewagę psychologiczną, odgrywającą kluczową rolę w końcówkach, co potwierdził choćby mecz z Czarnymi. Przegrane w takich okolicznościach podcinają skrzydła i przekładają się na końcowy wynik. Te po zaciętej walce zawsze bolą najbardziej, ponieważ do szczęścia brakuje niewiele...


Nie jest łatwo grać, gdy z zewnątrz płynie więcej krytyki niż słów pochwały.


- Osobiście nie czytam komentarzy, ale nie dziwię się, że jesteśmy krytykowania, skoro zajmujemy takie, a nie inne miejsce w tabeli. Myślę, że organizacja gry poszła do przodu, widać to po naszym zachowaniu, gdyż nie popełniamy już tylu błędów i nie wpada nam tyle łatwych piłek. Niestety jest to jeszcze za mało, aby wygrywać i dopisywać punkty. Wierzę, że już od następnego meczu nasza praca przyniesie efekty w postaci zwycięstw.