Tie-break był blisko


W obecności kompletu widzów, którzy szczelnie wypełnili halę MOSiR w Sosnowcu, mistrzowie Polski pokonali MKS Będzin 3:1. Niewiele brakowało, by doszło do tie-breaka, lecz w czwartym secie większe doświadczenie było po stronie ZAKSY.


Deroo wraca do formy


Po sensacyjnej porażce z „GieKSą” 1:3, pojawiły się opinie, że kędzierzynianie skupiają się teraz wyłącznie na Lidze Mistrzów, a rozgrywki krajowe znalazły się na drugim planie. Mistrzowie kraju zadali jednak kłam tej teorii, o czym świadczyła chociażby pierwsza partia, w której walczyli oni o każdą piłkę. Kibice byli więc świadkami fascynującego widowiska, które miało miejsce od pierwszej do ostatniej piłki. W składzie ZAKSY pojawił się dość niespodziewanie rekonwalescent Sam Deroo, leczący wcześniej uraz nogi odniesiony w spotkaniu z Cuprum. Belg jeszcze nie jest w najwyższej formie, w kilku sytucjach zepsuł proste piłki, co wcześniej było nie do pomyślenia. Ale Deroo musi grać jak najczęściej, by w Lidze Mistrzów być juz w optymalnej formie. Czas gra na jego korzyść, co zresztą było widoczne w trakcie meczu w Sosnowcu. W czwartej partii Sam Deroo wykazał się niezwykłym refleksem, broniąc bardzo trudną piłkę. 


Peszko i jego asy...


W będzińskim zespole z bardzo dobrej strony pokazał się Jakub Peszko, który w inauguracyjnym secie zapisał się w pamięci kibiców przede wszystkim dwoma asami. W tym momencie gospodarze wyszli na 20:19, co zmusiło zdenerwowanego Andreę Gardiniego do wzięcia czasu. W emocjonującej końcówce gospodarzom zabraklo jednak zimnej krwi, proste błędy wykorzystali bezlitośnie rywale.


W drugim secie emocje sięgały zenitu, szczególnie w końcowej fazie tej partii. Gdy kędzierzynianie uciekli na 13:8, wydawało się, że ich dominacja będzie niepodważalna. Ale tak nie było - szalenie ambitni gospodarze potrafili dogonić mistrzów Polski, a w decydującym momencie dał znać o sobie Łukasz Kozub. Mistrz świata juniorów, który ostatnio był w cieniu Jonaha Seifa, wybiegł na parkiet w pierwszej szóstce i potrafił rozgrywać na wysokim poziomie. To po jego asie serwisowym będzinianie wyszli na 24:23, by zakończyć tę odsłonę za drugim setbolem.


Chłodna głowa nie pomogła


Trzecia partia nie miała szczególnej dramaturgii. Kędzierzynianie wzmocnili zagrywkę, do niej dołożyli skuteczną grę środkiem siatki i efekty przyszły nadspodziewanie szybko. Wydawało się, że będzinianie nie podniosą się po lekcji skutecznej siatkówki udzielonej im przez ZAKSĘ. Ale nic z tego, w czwartej odsłonie gracze MKS-u zachowali chłodną głowę, korzystając z powtarzających się błędów rywali. Gdy po autowym ataku zdenerwowanego Maurice'a Torresa, MKS prowadził 18:15, zapachniało tie-breakiem. Ale jeszcze raz kędzierzynian uratowała rutyna. W szalenie dramatycznej końcówce uporządkowali grę, by za drugim meczbole  zakończyć spotkanie. Ostatni punkt mistrzowie Polski zdobyli blokując popisowo Rafaela Araujo. - Szkoda, że nie doszło do tie-breaka. Było tak blisko! - mówił po meczu Jakub Peszko, jeden z wyróżniających się graczy będzinian.


FOTORELACJA - KLIKNIJ TUTAJ


W następnej kolejce (17 marca, godz. 15.00) MKS zagra na wyjeździe z PGE Skrą Bełchatów. Tego samego dnia ZAKSA podejmie Espadon Szczecin (godz. 17.00).


STATYSTYKI - KLIKNIJ TUTAJ


MKS Będzin - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3 (23:25, 25:24, 17:25, 24:26)

MKS: Kozub (2 pkt), Waliński (12), Ratajczak (5), Araujo (20), Peszko (14), Kowalski (8), Potera (libero) oraz Faryna, Seif, Jordanow.

Trener: Gido Vermeulen.

ZAKSA: Toniutti (2), Buszek (11), Bieniek (9), Torres (18), Deroo (12), Wiśniewski (18), Zatorski (libero) oraz Jungiewicz, Szymura (1), Rejno (1).

Trener: Andrea Gardini.

MVP: Wiśniewski (ZAKSA)

Sędziowały: Magdalena Niewiarowska (Warszawa) i Agnieszka Michlic (Bydgoszcz).
Widzów: 1500.


Przebieg meczu:

I set: 5:4, 10:9, 14:15, 20:19, 23:25

II set: 3:5, 7:10, 13:15, 20:19, 26:24

III set: 2:5, 6:10, 9:15, 16:20, 17:25

IV set: 5:3, 7:10, 15:14, 20:19, 24:26.


​​​​​​​