Wychowanek MKS-u brązowym medalistą ME!

Mateusz Szpernalowski poprowadził reprezentację Polski U17 do brązowego medalu mistrzostw Europy w Albanii. - Jestem dumny że mogłem był kapitanem tej drużyny i pracować z tak wspaniałym sztabem szkoleniowym - podkreślił wychowanek będzińskiego klubu. 

 

Emoje już opadły, a rozgrywający trzeciej siły Starego Kontynentu na spokojnie podsumował to, co działo się wokół jego reprezentacyjnego życia w ostatnich latach. 
 

- W 2018 roku na kampie w Białej Podlaskiej wszystko się zaczęło, pojechaliśmy tam jeszcze jako chłopcy, którzy co dopiero skończyli etap minisiatkówki. Na pierwszym wspólnym spotkaniu zaczęliśmy się przedstawiać przy całej grupie oraz poznaliśmy nasz sztab, wówczas to trener przybliżył cel, do którego mieliśmy się przygotowywać przez najbliższe 2,5 roku, były to oczywiście eliminacje mistrzostw Europy EEVZA, które początkowo miała zorganizować  Moskwa. Nikt w tym momencie tak naprawdę nie brał tego całkiem poważnie. Wszyscy byli podekscytowani tym, że mogli być wtedy w tym miejscu, w którym byli. Po pierwszym kampie czas minął mi nieubłaganie szybko... Kolejne zgrupowania, mecze sparingowe oraz turnieje, przygotowania szły pełną parą aż do chwili, gdy nastała pandemia. Eliminacje zostały przełożone na inny termin, a ich nowym gospodarzem została Gruzja. EEVZA była naszym pierwszym turniejem reprezentacyjnym, na który pojechaliśmy w 100% przygotowani fizycznie, jak i motorycznie. Tam zaprezentowaliśmy się ze świetnej strony, czego dowodem był chociażby mecz z reprezentacją Rosji, który wygraliśmy 3:2, a później dopełniając formalności wywalczyliśmy awans do lipcowych mistrzostw.

 

Przygotowania zaczęliśmy 8 czerwca od zgrupowania w Krakowie, później Police oraz Nowy Dwór Mazowiecki i wylot. Każdy z nas wiedział, że czeka go niełatwa potyczka w grupie, która była grupą śmierci: Włochy, Austria, Serbia, Czechy, Bułgaria. W pierwszym meczu zweryfikowała nas Italia, przegraliśmy 0:3 (21:25, 18:25, 22:25) i już wiedzieliśmy, że każde następne spotkanie będzie tym o być albo nie być. Z Austrią zaczęliśmy dobrze, w pierwszym secie (przy 24:21) praktycznie wydawało się, że pójdziemy na 3:0, jednak przegrany set na przewagi (25:27) sprawił, że znaleźliśmy się bardzo trudnej sytuacji. Wielu by się poddało, lecz my walczyliśmy dalej, a potrafimy to robić, czego efektem była wygrana 3:1 (25:27, 25:15, 25:15, 25:17), później kolejna z Serbią także 3:1 (25:22, 25:23, 20:25, 25:21). Później nadszedł dzień odpoczynku i następnie mecz z Czechami, gdzie też pierwszy set nie potoczył się po naszej myśli, choć całość znów wygraliśmy 3:1 (18:25, 25:23, 25:20, 25:15). Na koniec fazy grupowej zmierzyliśmy się z Bułgarami, tu w przypadku zwycięstwa zajęlibyśmy pierwsze miejsce w grupie, a porażka rozwiałaby nasze marzenia o medalu. Na szczęście spełnił się pierwszy scenariusz i zmiażdżyliśmy rywali 3:0 (25:18, 25:18, 25:15). Awansowaliśmy do półfinału, w którym czekała na nas Słowenia. Przegraliśmy 0:3 (23:25, 24:26, 23:25), a w każdym secie brakowało nam do szczęścia dwóch, trzech piłek i równie dobrze, to my mogliśmy wygrać bez straty seta. Szybko pozbieraliśmy się jako drużyna i w ostatnim dniu turnieju  przyszło nam walczyć o brąz ponownie z Włochami. Powinniśmy zwyciężyć 3:0, lecz po raz kolejny pierwszego seta wypuściliśmy z rąk na własne życzenie. Po wygranej (23:25, 25:16, 29:27, 25:16) radość była niesamowita, bo każdy z nas zdawał sobie sprawę z tego, ile włożył pracy i poświęcenia w ten sukces. 

Jestem dumny, że mogłem był kapitanem tej drużyny i pracować z tak wspaniałym sztabem. Wszyscy mogliśmy na siebie liczyć, niezależnie od mniejszej czy większej sympatii. Graliśmy dla jednego celu i tworzyliśmy nie tylko zespół, ale rodzinę, w której jeden za drugiego poszedłby w ogień. To się po prostu czuło. Turniejowe emocje były niesamowite, śpiewanie hymnu i świadomość po co tu jesteś, i grasz dla naszego kraju jest niesamowite a to dopiero pierwszy taki turniej. Ten brąz smakuje, jak złoto i jest dla nas wszystkich bezcenny. Na spokojnie chciałbym podziękować wszystkim, z którym mogłem tworzyć ten zespół oraz osobom, które mi pomagały na drodze, na której obecnie jestem i chcę ją kontynuować jak najdłużej. Trenerowi Konradowi Copowi za te wspaniałe trzy lata i kształcenie jako człowieka, i siatkarza, ale także trenerom klubowym: Przemysławowi Segiecie i Pawłowi Doreckiemu, dzięki którym jestem tu, gdzie jestem.